Trzymaj się tego, co w Tobie prawdziwe 

To ”zdarzyło” się na początku mojej drogi, wtedy pracowałam nad sobą. Teraz wiem, nie pracuj nad niczym, chyba, że chcesz zarobić na życie.  

Kiedy ktoś chce ci pomóc lub mówi, że nie może ci pomóc, ma słuszność. Możesz pomóc sobie sam i nikt więcej. Kochaj, szanuj i nie wkładaj innym tego, co należy do ciebie...

Udostępniam do przemyślenia … nic nie zmieniłam w tekście, choć miałam ochotę. 

Trzymaj się tego, co w Tobie prawdziwe 

To mądre powiedzenie i tak robię, choć usłyszałam dziś pewne stwierdzenie, które skłoniło mnie do zatrzymania się i zastanowienia, czy się nie zagubiłam w tym, co robię, 

- nie mogę Ci więcej pomóc… 

Zdanie to padło w kontekście mojej pracy nad sobą, usłyszałam je od osoby, która znacząco przyczyniła się do zmiany mojego poziomu świadomości.

W pierwszej chwili nie było to dla mnie zaskoczeniem, ponieważ w trakcie sesji, czułam energię, która mówiła mi dokładnie to samo. 

Teraz zastanawiam się nad sobą i miejscem, w którym aktualnie się znajduję, patrzę na to z dwóch różnych perspektyw, a moja przestrzeń zapewne znajduje się w umyśle. 

Czym jest, więc rozwój i praca nad sobą.? 

W każdej chwili, gdy kontaktujemy się z wyższym ja, bo zakładam, że podczas pracy nie ważne, jaką metodą, umysł na chwilę choć, zostaje wyciszony, utrzymujmy ten stan i pozostańmy w prawdzie z samym sobą. Niczego na sobie nie wymuszajmy, jeśli naszym zdaniem, nie idzie to według założonego planu, nie szkodzi, każdy przyjmuje tyle ile jest w stanie unieść, w swoim tempie przesuwa się do przodu, nawet, jeśli jego kroki są maleńkie. Założenie konkretnych efektów i przebiegu sesji, jest z gruntu niewłaściwe, bo nie cel sam w sobie się liczy, a droga do niego.  

Zatrzymujemy się dokładnie w miejscu, w którym potrzeba i widać wewnętrznie potrzebujemy lub tylko, tyle czasu. W takim założeniu nie ma sesji, która jest nie dobra, niecelowa i każda ma znaczenie. Jest ona, bowiem nie dla trenera czy terapeuty, a dla nas. I to my decydujemy nieświadomie na ile możemy pójść dalej. 

Gdybym poddała się energii, którą czułam wyszłabym z procesu, a weszłabym w umysł i zakładając jakiś poziom inteligencji, mój umysł poprowadziłby mnie w miejsce, gdzie “praca” zyskałaby celowość, ja zaś stałabym się pojętną częścią założenia i cała sesja zyskałaby wymiar potwierdzenia, że jest doskonała. Tylko czy taka forma pracy ma jakiś głębszy sens i dla kogo, dla mojego EGO, czy buduje ego prowadzącego. 

Wracam, więc do punktu wyjścia i raz jeszcze przyglądam się temu,

- nie mogę ci pomóc, chyba, że ty sama będziesz chciała i pozostawisz opór. 

Doskonale, czuję, że z założenia przyjęłam taktykę, że bym nie chciała. Czy to ma jakieś zasadnicze znaczenie, czy chcę, czy nie.?

Widać jest to dokładnie tak samo jak z prawem przyciągania, sprawdź, - wejdź na dach, zapragnij latać, a może wyrosną ci skrzydła. 

Na poziomie świadomym oczywiście, że chcę całym sercem i całą duszą, chce się rozwijać i jak każdy człowiek wyposażony w egotyczny umysł również potrzebuje potwierdzenia, że to, co robię jest celowe i przekłada się na rzeczywistość, ale widać nie do końca ma to znaczenie. Kiedy mój umysł cichnie nie ma znaczenia, czego chcę, pozostaję prawdziwa i wyłania się to, co drzemie w środku, dokładnie czuję jak płyną emocje, widzę opór, czuję blokady, choć wielu rzeczy nie rozumiem, niczego na sobie nie wymuszam, przyjmuję, że tak ma być i daję się temu ponieść, idę za tym, co czuję, choć mój umysł nie śpi.  

Wierzę głęboko w to, iż kiedyś jednak uda mi się przejść przez blokady, a mój opór wewnętrzny zniknie, jego miejsce wypełni zgoda, poczucie wolności, miłości, przebaczenia dla wszystkich bez wyjątku, bo nie przypadkiem łączyły nas jakieś relacje, a moja teraźniejszość będzie świetlista. Chcę jednak, by to wszystko płynęło z głębi mnie samej, a nie z mojej głowy. Chcę wierzyć, że można każdemu pomóc, a wszystko ma znaczenie.

Takiej wiary życzę sobie w stosunku do innych, z którymi może kiedyś dane mi będzie pracować, bo czy istnieje lepszy lek, jak poczucie bezwarunkowej akceptacji i wiary, iż to, co robimy jest właściwe i doskonałe, takie, jakie jest.  

Takie właśnie momenty, są potwierdzeniem naszego poziomu i pracy, którą wykonaliśmy, czy jest prawdą, czy iluzją. Czy akceptacja i zgoda na to, co jest płynie z serca czy umysłu. 

I jeśli to wszystko jest iluzją, a ja w swoim rozwoju dałam się ponieść materii widać taka moja droga na dziś, tam gdzie mam dojść zapewne trafię i tego jestem pewna. 

Bloog.pl 21 maja 2011r.